Zainteresowania kulturą ludów afrykańskich zaczęły
się od przygotowań do podróży na ten kontynent. - Chciałem poczuć
ducha tamtych terenów - mówi ks. Ryszard Pełech. - Najłatwiej było to
zrobić poznając kulturę Afryki.
Nasz hobbysta nie lubi nazywać siebie kolekcjonerem ani
zbieraczem. Dla niego każdy z przedmiotów ma swoją wartość, nie w
pojęciu materialnym, ale duchowym. Zanim wyjechał na Czarny Kontynent
marzył o... szachach, ale takich afrykańskich. Różnią się one nieco od
tych nam znanych. Pionek przypomina niewolnika w tańcu, gotowego do
boju. - Jego zadaniem jest umrzeć za swojego pana i władcę - dodaje
ksiądz. Wieża to raczej muzułmański bastion, a król ma berło na
głowie, żeby nie przeszkadzało mu w walce. Z czego zrobione są te
figurki? - zapytałam. Prawdopodobnie z brązu. Jednak stuprocentowej
pewności nie ma. - Nikt z białych chyba tak naprawdę nie wie - dodaje
ks. Pełech. - Byłam nawet w takiej wiosce, gdzie wytapiają metale, ale
cała procedura powstawania złota, żelaza, mosiądzu, czy też brązu
owiana jest tajemnicą. Białemu człowiekowi nie pozwalają jej poznać.
Pole do poruszania się figur, czyli szachownica, jest pomalowaną skórą
barana.
Zamiłowanie do kultury ?dzikich" nie ograniczyło się tylko do
zbierania różnych rzeczy, ale również do fotografo-wania i
filmowania.
Bransoleta?po nieboszczce
W pokoju księdza pełno jest ciekawych pamiątek z
Czarnego Lądu. Prawie każda z nich ma swoją historię. W zbiorach są
też piękne ozdoby kobiece, bransolety. Każda wydaje inne dźwięki. -
Kiedy mężczyzna chce pojąć kobietę za żonę, daje jej w prezencie taką
ozdobę - dodaje ks. Ryszard. Mężatka nosi ją przez całe życie, a
rozstaje się z nią dopiero po śmierci. Znałem tę historię, więc kiedy
zobaczyłem na targu takie bransolety, poprosiłem o jedną z nich.
Sprzedający, zapytał mnie, jaką chcę, czy po nieboszczce z grubszą
ręką, czy też z cieńszą?
W większości stylizowanych mebli, które się tutaj znajdują,
powtarza się jeden
motyw - słoń.
Cóż on oznacza dla Afrykańczyka?
- duży przedmiot do spożycia - opowiada żartobliwie ksiądz. - Zdarzało
się, że w miejscu, gdzie zabili słonia, powstawała wioska.
Kiedy siedzi się przy stole, uwagę przykuwają
niezwykłe maski. Sprawiają wrażenie zastygłych, jakby zmumifikowanych
twarzy ludzkich. Oblicza bez oczu są niesamowite, ale trochę
przerażające. - To właściwie nie są całe maski, tylko ich część, bo
maska to cała postać. Są one nosicielami ducha przodka. Po rytualnych
tańcach składa sieje w specjalnych domach, wokół sadzi palmy, aby nikt
niepowołany nie mógł tam wejść. Śmiałka, który się na to zdecyduje,
czeka z pewnością śmierć. Gdy jednak zginie nosiciel maski, traci ona
swe kultyczne właściwości. Często trafia do rodziny, gdzieś w dżungli
i dopiero wtedy jest osiągalna dla Europejczyka.
Grzebienie z duszą
Nie sposób nie dostrzec kolekcji grzebieni. Każdy z nich jest
inny. Na pierwszy rzut oka nie sprawiają wrażenia przedmiotów
codziennego użytku. Są dosyć duże, z ostrymi końcami i małą główką,
będącą maską ducha. Afrykańczycy wierzą, że czesząc się nimi (średnio
4,5 godz.) będą mieli większe łaski u bóstwa, którego wizerunek
widnieje na grzebieniu.
Z boku na stylizowanej afrykańskimi figurami półce na telewizor
stoi miniatura człowiek, który na Czarnym Lądzie jest opiekunem
domostw; Człowiek o kamiennym, ale spokojnym obliczu siedzi, a
właściwie kuca. Jest obrońcą ogniska domowego i oznaką bezpieczeństwa.
Na rękach ma małe muszelki, tak zwane ?gri-gri", które chronią go. Z
tyłu na plecach ma kołczan ze strzałami, którymi potrafi bardzo
skutecznie atakować.
Na ścianach wiszą batiki, czyli obrazki malowane na płótnie, koło
telefonu zastygła wypchana kobra, na ścianie wisi skóra węża boa, a na
podłodze skóra lamparta. Z gablotek spoglądają na mnie skorpion i
tarantula. Ksiądz ma też kolekcję kindżałów i sztyletów. Jest też
ludowy instrument afrykański, trochę podobny do naszych cymbałów,
którego dźwięk przypomina ksylofon. Obok stoi dość dziwna, ale prosta
gra, którą miejscowi nazywają ?iole". Jest też bat dla osła, wykonany
z jego skóry. - Chociaż, według mieszkańców tamtego terenu, najlepszym
sposobem na upartego osła jest zjedzenie go - opowiada ksiądz. - Gdy
jest jakaś szansa na okiełznanie go, używa się właśnie takiego bata.
Jednak chyba największym sentymentemtem ksiądz Pełech darzy
prezenty wykonane przez swoich afrykańskich podopiecznych. Moją uwagę
przykuwa obraz śmierci małego króla, wykonany na korze drewna, przez
trędowatych;
Dla nich najpiękniejszym zdarzeniem jest godna śmierć. Stąd też w
swoich pracach zwracają się ku wieczności.
Na półce stoją figurki z żłóbka betlejemskiego. - Zrobił je dla
mnie pewien Afrykańczyk, którego znalazłem nad